Morderstwo w Intercity Express

Morderstwo w Intercity Express” to niepublikowane nigdy wcześniej opowiadanie z 2008 roku. Od tego czasu sytuacja kolejowa w kraju zmieniła się, z czego autor opowiadania bardzo się cieszy i co pochwala.

Na stacji Wrocław Główny Ludmiła Roztocz siedziała w pustym przedziale pociągu do Warszawy. Do stolicy jeździła często. Wybierała się tam w sprawach rodzinnych, czyli w celu przekonywania swojego syna Leona, że wybrał złą żonę i bodaj by ta dziwka zmarła. Najlepiej, żeby padła na raka płuc, bo choć wybranka syna nie paliła, to Ludmiła owszem, chętnie. W obecności synowej miała taki przerób papierosów, że nie nadążała z oddychaniem. Skoro ponoć bierne szkodzi bardziej, Ludmiła uknuła, że jest to dobry sposób na pozbawienie żywota tego pasożyta na ciele zacnej rodziny Roztoczów. Ale tego dnia to nie młoda Adrianna Roztocz z domu Wykurz miała zginąć wyjątkowo okrutną śmiercią.

Podróż nie miała być krótka. Przed wojną trasę między Wrocławiem a Warszawą pociąg pokonywał w ponad dwie godziny. Od tego czasu jak wiadomo miejsce miał ogromny postęp i teraz do Wrocławia jedzie się godzin sześć. Przy takiej dynamice rozwoju jest szansa, że w 2050 szybciej będzie pójść na piechotę. Będzie to duże osiągnięcie, bo nawet uwzględniając tradycyjne, rodzime budowlane opóźnienia, w Polsce na pewno powstanie już wtedy szybka kolej. Nie sztuką jest puścić szybką kolej, która dojeżdża szybciej. Sztuka to stworzenie szybkiej kolei, z której pasażerowie wysiadają w trakcie jazdy i bez pośpiechu kupują grzyby od pani siedzącej pod lasem. Jest szansa, że zanim dojadą do miasta docelowego, zdążą je ususzyć lub zamarynować, zależnie od kulinarnych preferencji.

Do Wrocławia nie jedzie się prosto, tylko przez Poznań, a to dlatego, że jest on zupełnie nie po drodze. Po drodze są dla odmiany tory zużyte do tego stopnia, że maszynista musi usiąść na przedzie lokomotywy i szpikulcem dźgać szyny. Tak sprawdza, czy nie rozpękną się, niczym lód podczas przeprawy przez zamarznięte jezioro. W rezultacie okazuje się, że szybciej jest jechać właśnie przez Poznań, a pewnie i taniej, bo Poznań to miasto ludzi oszczędnych, by nie powiedzieć chytrych.

Być może także z jakichś oszczędności wynika jedna z najbardziej niezbadanych tajemnic polskich kolei, to jest Tajemnica Gniazdka Elektrycznego. Gniazdko znajduje się w toalecie albo na korytarzu. Po co się znajduje, trudno powiedzieć, bo z zasady urządzenia po podłączeniu do tego gniazdka wcale nie zaczynają działać, a czasem wręcz przestają działać gdziekolwiek i na zawsze. To o tyle irytujące, że mądry producent przezornie zaznacza w umowie gwarancyjnej, że nie dotyczy ona uszkodzeń od burzy, wojny i gniazdek PKP.

Co kluczowe dla tego opowiadania, Tajemnica Gniazdka najwyraźniej powoli odchodzi do lamusa, przynajmniej w nowych wagonach Intercity. Tu nie tylko zaczęły one działać, ale też każdy pasażer dostał przy siedzeniu swoje własne dwie dziurki i bolec. Takie rozwiązanie sprawia, że podróżny może czuć wręcz dyskomfort nieposiadania urządzenia elektrycznego i zostawiania gniazdka odłogiem, gdy sąsiedzi podłączyli już swoje suszarkę, laptopa i mikser kuchenny. Ten ostatni po to, żeby sernik w momencie przyjazdu był gotowy do wstawienia do piekarnika. Chyba, że ktoś zabrał ze sobą także piekarnik. PKP z pewnością powinno rozważyć położenie na wózkach obok soków i batonów sprzętu RTV-AGD, który każdy mógłby w podróży kupić i podłączyć.

Ludmiła na drogę nie wzięła ze sobą piekarnika, ale miała mikser. Bynajmniej nie po to żeby robić sernik. Dzisiaj w pociągu zamierzała przygotować ciastka. Synowa była „kulinarnie uzdolniona inaczej” i pokazanie jej solidnym wypiekiem, że jest nieużyta, należało do dobrego tonu.

Były trzy minuty do odjazdu, gdy do przedziału wszedł starszy pan w brązowym płaszczu i kapeluszu.

Dzień dobry – powiedział pan miłym głosem.

– …brbrbry – niechętnie burknęła pod nosem Ludmiła Roztocz. Liczyła, że będzie sama w przedziale, wygodniej wtedy formować ciastka na blachach.

Miły pan zdjął kapelusz, ukazując siwe włosy. Miał ze sobą dużą i – sądząc z jego wysiłku – wyjątkowo ciężką walizkę. Z trudem odłożył ją na półkę, powiesił płaszcz obok siedzenia i usiadł wzdychając. Ubrany był w nieco pomięty, szary garnitur.

Mamy ładny dzień, prawda? – Zagaił.

Nie będzie miał pan nic przeciwko, jak włączę tu mikser? – Odparła pytaniem kobieta.

Nie.

To może być.

Pociąg ruszył i Ludmiła przystąpiła do lektury Super Expressu. Kupiła go, bo na okładce napisali „Podarowaliśmy Dodzie 118 milinów”. Roztocz zapragnęła wiedzieć, co trzeba zrobić, żeby redakcja jej też dała tyle, może jakaś nowa zdrapka jest. Niestety – okazało się, że to nie Super Express, tylko społeczeństwo dało tyle Dodzie w ramach finansowania misji TVP. Dupa tam. Ludmiła nic tej zdzirze nie dała, a nawet przyuważyła kiedyś, jak Doda jadła deser owocowy na rynku we Wrocławiu i podwędziła jej łyżeczkę.

Będzie pani robiła sernik? – Zapytał uprzejmie siwy pan.

Ciastka.

O! Multum możliwości z tymi nowymi gniazdkami w wagonie.

Acha. – Był to ten specjalny rodzaj achania, który użyty przez kapitana Titanica mógłby zniechęcić górę lodową i zrobić, że poszłaby sobie gdzie indziej, oszczędzając Di Caprio.

Niedawno jechałem w przedziale z posłem Palikotem – nie zrażał się miły pan. – Podłączył do gniazdka sztuczny penis, ładował go na konferencję.

Acha… – No tak, nie dość, że natręt, to jeszcze aluzjonista seksualny.

Pani nieskora widzę do rozmowy – skonkludował wreszcie siwy mężczyzna – zajmę się może swoimi sprawami.

Acha!

Pan westchnął i podniósł się. Z trudem ściągnął z półki swoją walizkę. Ludmiła przez moment miała nadzieję, że intruz tym samym opuści jej przedział, ale on tylko położył bagaż na siedzeniu i otworzył. Zawartość zaskoczyła Roztocz. Chciała milczeć, ale wobec tego co widziała, milczeć nie potrafiła.

Co to jest? – Wyrwało się Ludmile.

Elektryczna piła łańcuchowa, proszę pani.

A. I co pan z nią będzie robił?

Będę panią piłował.

Czyżby? Powodzenia! Mój kuzyn na każdym weselu mówi, że mnie rozpiłuje, a potem sam pada po trzecim kieliszku – odparła z aroganckim przekonaniem Ludmiła. Gdyby ktoś kiedyś w szkole powiedział jej, że złe odmienianie wyrazów może ją w przyszłości kosztować życie, nie uwierzyłaby. Roztocz była piewcą poglądu, że do prawidłowego funkcjonowania w społeczeństwie w zupełności wystarcza znajomość jednego słowa i było to słowo „Spierdalaj”. W formie grzecznościowej uzupełnione o „pan”, „pani”.

Tak, jako osoba wybitnie mieszczańska, nie wiedziała też wiele o piłach łańcuchowych i spokojnie mogła potraktować takową jako urządzenie do destylacji bądź do wymyślnego podawania napojów alkoholowych. Na pewno nie jako coś, co może odkrajać jedne części ciała od innych części ciała. Siwy pan guzikiem uruchomił piłę i uciął pani Ludmile lewą rękę.

Ała. – Odparła pani Ludmiła.

Andrzej jestem. – Mężczyzna zreflektował się, że w tym braku konwersacji i przyśpieszonym wyciągnięciu piły nie przedstawił się, a to nieładnie pozbawiać życia nieznajomych. Autentycznie nie lubił złych manier i takie faux paus w jego własnym wykonaniu bardzo go zabolało. Dlatego ucieszył się, że ręka, którą uciął kobiecie, nie była ręką prawą. Dzięki temu wciąż mogli się sobie przedstawić zgodnie z kanonem.

Ludmiła bezwiednie uniosła prawą dłoń. Jej oszołomiony mózg nie załapał jeszcze, że to co tryska u niej z lewego ramienia to jej własna krew i że od tego się dosyć sprawnie umiera. Pan Andrzej ścisnął rękę kobiety i uśmiechnął się. Skinął wyczekująco głową, pogodnie zachęcając współpasażerkę do wykrztuszenia z siebie imienia. To dlatego, bo nie wiedział z jakim typem osobowości ma do czynienia, tymczasem pani Ludmiła zaczęła wracać do zmysłów.

Andrzej… – powtórzył.

Spierdalaj – odpowiedziała i równocześnie energicznie wyprostowała nogę, kopiąc mężczyznę w krocze. Pan Andrzej lubił mówić o sobie, że jest facetem z jajami, jednak w tym momencie zdecydowanie wolałby nie być. Szczególnie, że za chwilę rzeczywiście miał te jaja stracić, a proces tracenia jaj to rzecz mało przyjemna. Nawet bardziej, gdy odbywa się przy pomocy setki szybko wirujących ostrzy. Są ludzie, którym naprawdę lepiej nie pokazywać co to jest piła łańcuchowa i jak jej używać. Choćby i mieli tylko jedną rękę.

***

Mało było takich rzeczy, które nie zostały odcięte od pana Andrzeja, a pewnie byłoby ich jeszcze mniej, gdyby nie przyszedł konduktor. Pani Ludmiła wytłumaczyła policji, że przyczyną pozbawienia siwego mężczyzny licznych elementów ciała, w tym jąder, były obrona własna i afekt. Ta wersja przeszła, bo na korzyść kobiety przemawiała jej ucięta lewa ręka i fakt, że pan Andrzej był poszukiwany listem gończym. Nie była to jego pierwsza wyprawa z zębatą przyjaciółką.

Panią Ludmiłę najbardziej zdenerwowało, że zrobienie ciastek tylko jedną ręką zajęło jej prawie dwa razy dłużej. Mało co, a nie zdążyłaby ich uformować przed dojechaniem do stacji Warszawa Centralna, co byłoby niewątpliwym tryumfem synowej. Spotkanie z panem Andrzejem miało jednak także swoje plusy, bo Roztocz nauczyła się wiele na temat narzędzi zasilanych prądem. Jutro syn będzie musiał ją koniecznie zawieźć do Castoramy.

Mateusz Ożyński

mord_rys